byłem, dopiero około 21. Więc część ich materiału mnie ominęła. Właściwie, to w całości wysłuchałem żenującego freestylowania. Nie chcę tutaj opowiadać o swoich wrażeniach, spotkamy się, to opowiem. Jak będę jeszcze pamiętał, bo staram się wyrzucić z pamięci obraz trzech napranych kolesi na scenie, którzy nie mają nic do zaoferowania (mówię o freestyle'u) poza, cytuję: jebałem twoją matkę, ruchałem mariolkę, pierdoliłem szmatę (że nie wspomnę o pedofilskich wycieczkach) oraz, cytuję: kur.wa, kur.wa, kur.wa, wiesz ziom

)) - warstwa językowa (bo pomijam intelektualne atrakcje, bo ich nie ma) jest na kompletnym wyczerpaniu.
Natomiast myślę sobie, że AZYL - i to jest godne uwagi - buduje jakąś tam tradycję. Być może za jakiś czas zagrać w AZYLU będzie jakąś nobilitacją. Ale, drogi Pinku

, że ktoś tam składa bity i rymuje od biedy, to jeszcze nie powód, żeby udostępniać im miejsce. Tak myślę, niestety. Wolność artystyczna - jasne. Ale bełkot pseudoartystyczny - nie. Zaznaczam, że wypowiadam się tylko i wyłącznie o ich freestyle'u.